Tolerancja dla definiujących inaczej

Przeczytałem dzisiaj o popozycji wybrania Anny Grodzkiej wicemarszałkiem sejmu w miejsce Wandy Nowickiej. Zadumałem się trochę. Nie trudno sobie wyobrazić, co będzie się działo, gdy ten pomysł zdobędzie parlamentarną większość. Jak pamiętamy wystąpienie posła w parlamencie zaczyna się od słów “Panie Marszałku/Pani Marszałek, wysoka izbo …”. Czyż muszę wyjaśniać dalej? Posłowie prawicy oczywiście wykorzystają sytuację do wyrażania swojego światopoglądu. Pytanie, które należy postawić to, czy należy takie zachowanie potępiać, czy należy uznać je za nieprzystające do nowoczesnego państwa XXI wieku, czy też należy po prostu taki sposób mówienia tolerować? Sytuacja z Anną Grodzką wicemarszałkiem jest oczywiście tylko pretekstem, aby się nad tym zastanowić. Problem jest szerszy. Czy należy się zdecydowanie przeciwstawiać używaniu wobec osób transseksulanych takich form gramatycznych, które odwoływałyby się do ich płci z przed zmiany?

Chciałbym zaznaczyć, że osobiście uznaję prawo osoby do dysponowania swoim ciałem w sposób zgodny z jej światopoglądem, o ile nie narusza istotnie porządku społecznego. Sytuację osoby, która dokonuje zmian cech swojego ciała, aby wyglądać jak osoba innej płci, rozumiem w następujący sposób. Mówmy dla uproszczenia o transseksualistce. Genetyczny mężczyzna, który czuje się kobietą, decyduje się na operację, w wyniku której upodobni się zewnętrznie do kobiety. Rozumiem, że w pewnym sensie, jest to prośba skierowana do nas wszystkich, abyśmy traktowali tę osobę nie jako mężczyznę, a jako kobietę. Osobiście zamierzam się do tego przychylić, bo generalnie bardzo lubię spełniać takie prośby ludzi, które mnie kosztują niewiele, a im poprawiają samopoczucie. Nie mam więc wątpliwości, że przystałbym na konwencję, że do Anny Grodzkiej zwracam się per pani, a nie per pan.

Uważam jednak, że osobom, które są przywiązane do pewnych pryncypiów, które bardzo serio traktują to, czy człowiek jest kobietą czy mężczyzną, może być trudno zwracać się do gentycznego mężczyzny per pani. A już szczególnie jestem w stanie zrozumieć tę trudność, jeżeli sprawa leży nie w genetyce, a w religii. Osobie z tak określonym światopoglądem chodzi tutaj, w jej mniemaniu, o obiektywną prawdę. Uważam, że jeżeli za tym per pan nie idzie zwyczajny brak kultury, należy taki styl mówienia uszanować. Posługuję się tutaj podobną logiką, dzięki której sam decyduję, aby do osób transseksualnych zwracać się w zgodności z ich wybraną płcią. Samo tytułowanie transseksualistki przez pan nie czyni wielkiej szkody, nie zaburza istotnie porządku społecznego. Jeżeli dana osoba ma poważne powody, aby mówić do transeksualistki pan a nie pani, to napiętnowanie tego, czy nawet zabranianie na drodze prawnej, uznałbym za zbytnią ingerencję w wolność tej osoby. Ona przecież ma swoje agrumenty, dla których nie chce przystać na prośbę osoby transesualnej. Czy obok tolerancji dla osób transeksualnych, nie powinno być miejsca na tolerancję dla osób, które bycie kobietą, czy mężczyzną chcą definiować bardziej tradycyjnie lub według klucza kodu genetycznego? Apeluję, aby przy okazji tolerancji dla osób transeksualnych, nie plombować ust ludziom, którzy nie uważają transseksualistki za kobietę. Definicje są różne i w tak trudnych sprawch etycznych należy dopuszczać pełen pluralizm poglądów.

KOMENTARZE (2)

  1. lukstafi2013-02-18 19:49:57

    Ogólnym argumentem dla zezwolenia ludziom na wyrażanie się w jakiś sposób jest wolność słowa. Oczywiście wolność słowa nie jest absolutnym-uniwersalnym-bezkontekstowym prawem. Np. w sądzie nie panuje wolność słowa — jest obowiązek mówić prawdę. Ja bym rozpatrzył sprawę od strony profesjonalizmu. Zadaniem parlamentu jest uchwalanie ustaw. Nieprofesjonalne będzie oburzanie się na łamach sejmu na to czy dany poseł zwraca się Pan/Pani. Poza sejmem, w życiu publicznym już bym przyzwolił na wylewanie swoich żali co do braku poszanowania czy to danej osoby, czy danego poglądu religijnego.

  2. Ryszard2013-02-25 23:58:57

    Po angielsku, gdy się mówi Pani Kowalska, są do wyboru trzy wersje:
    1) Mrs Kowalska ['misiz]
    2) Miss Kowalska [mis]
    3) Ms Kowalska [miz]

    Pierwsza sugeruje nazwisko męża i stan małżeński.
    Druga świadczy o panieństwie.
    Trzecia próbuje maskować sytuację albo wyrażać feministyczny bunt.
    Oczywiście łatwo sobie wyobrazić kłopotliwe sytuacje. Jedna kobieta może się obrazić, gdy zamiast Mrs powie się Ms, bo to niby sugeruje, że jest wciąż panną. Inna się obrazi za Mrs i będzie wymagać Ms od otoczenia, żeby podkreślać swoją autonomię od męża. Kobieta może mieć prośbę do całego otoczenia, żeby ją tytułować według jednej z wersji. Z drugiej strony ludzie mają swoje przyzwyczajenia i przemyślenia na ten temat i mogą sobie nie życzyć dostosowywać się do oczekiwań kobiet, które mają swoje postulaty tutaj.

  3. Podgląd live
    Nie opublikowałeś jeszcze tego komentarza! Aby opublikować naciśnij przycisk Opublikuj Komentarz.

Dodaj komentarz