Rivendell2013-02-06 13:04
wierzę … nie wierzę …

Odgrzebywałam wczoraj moją dawną przeszłość kościelną. Wyciągnęłam ukochaną gitarę i wysłużonego Salwatora, śpiewnik z czasów służenia w scholi. To były dobre czasy. Czasy pięknych pieśni, wynoszących do Nieba. Czasy dużej dawki humoru. Czasy nie beztroskie, ale na swój sposób szczęśliwe.

Zaczęłam od litery „P”. Od „P”, bo przypomniała mi się jedna z pierwszych scholkowych piosenek, tych już bardziej młodzieżowych, poważniejszych. O innym brzmieniu. Przynoszących ulgę, pokrzepienie.

„Pan mnie strzeże”.

„Pan mnie strzeże, Pan mnie strzeże. Czuwa nade mną Bóg, On jest moim cieniem…”

Po męczarni z cis-mollem, przeszłam do „Przyjdźmy tam”. Zawsze lubiłam to śpiewać. Spokojnie, spokojnie, troszkę mocniej i powtórka. Spokojnie, spokojnie, ostrzej i w końcu z całą mocą… Po tym śpiewałam do Marii: „Pozwól mi przyjść do Ciebie” (…takim zwyczajnym jakim jestem…”)

Docierając do jednej z moich ulubionych pieśni. „Dzięki Ci, Boże mój” znanej również jako „Prawda jedyna”. Pieśń na Wielki Post, ale nie tylko.

Ref. Dzięki Ci, Boże mój za ten krzyż,
Który Jezus cierpiał za mnie,
Jezus cierpiał za mnie.

Prawda jedyna słowa Jezusa z Nazaretu,
Że Swego Syna posłał z nieba Bóg na świat.
Aby niewinnie cierpiąc zmarł za nasze grzechy
I w pohańbieniu przyjął winy wszystkich nas.

Uwierz w Jezusa, przecież On za ciebie umarł
I z miłości do nas przyszedł z nieba na ten świat.
Błogosławiony ten, kto wierzy, choć nie widział,
Zaufaj dziś Bogu, a na wieki będziesz żyć.

Na tej pieśni coś we mnie nie wytrzymało. Coś się zbuntowało.

Moja dawna wiara gdzieś się ulotniła. Co nie oznacza, że już jej nie ma. Nie ma dawnej formy. Coś we mnie się na nią nie godzi.Wiara w Boga nie odeszła zupełnie. Chociaż czasem mam wrażenie, że tak. Czasem próbuję odnaleźć tamtą starą, nadającą sens życiu. Nie udaje się jednak.

Przy tej pieśni pomyślałam, że nie można mieć takiej wiary, jeśli zaczyna się być bardziej świadomym świata, istnienia i cierpienia innych ludzi. Myślę, że póki mój świat kręcił się wokół moich problemów (nie było jednak nigdy tak, że inni ludzie się nie liczyli, że nie dostrzegałam problemów innych) mogłam być „normalną” wierzącą. Mogłam wszystko przyjmować, starać się znosić, wierzyć, że tego oczekuje ode mnie Bóg. Mogłam znajdować pokrzepienie w scholkowych piosenkach i pieśniach.

Kiedy zaczęłam bardziej doświadczać świata, wiara została mi odebrana. Bardziej doświadczać świata, to znaczy znać jego szczegóły. Wiedzieć nie tylko, że w Afryce są głodne dzieci czy obserwować żebraków na ulicach rodzinnego miasta. Doświadczać świata, to znaczy zdawać sobie sprawę z mechanizmów prowadzących do różnych ludzkich tragedii (nie tylko głodu), choćby mieć nikłe pojęcie i być tym przejętym. Czy doświadczanie świata naprawdę coś zmienia? Może tylko w moim przypadku.

Wiem, że nie jestem w stanie zmienić świata. Nie uleczę jego ran. Mogę tylko zwiększać stale swoją świadomość (próbować uświadamiać innych?), choć w żadnej mierze nie przyniesie mi to radości, a w końcu może i zniszczy.
Coś we mnie zostało poruszone. Pogłębiona świadomość ludzkich losów stała się moją codziennością. Można zapytać, skoro w zasadzie nikomu nie mogę pomóc, po co się martwić. Nie wiem. Taka moja natura, że kiedy zdaję sobie sprawę z cierpienia innych nie mogę być w pełni szczęśliwa. Co nie oznacza, że nie znajduję radości w drobnych rzeczach. Z tym wszystkim wiąże się utracenie dawnej wiary. Dawnego przyjmowania od losu. Bo o ile mogę powiedzieć, że przyjmuję to, że coś mi nie wychodzi, mogę się zgodzić na własne cierpienie (życiowe porażki, własną chorobę, wczesną własną śmierć, nawet w szczególny sposób śmierć bliskiego człowieka), ale na cierpienie innych godzić się nie mogę. Nie mogę powiedzieć ten człowiek głoduje, boli mnie to, ale zgadzam się na to, bo tak najwidoczniej musi być, bo może jest w tym jakiś sens, bo przecież Jezus Chrystus umarł za nasze grzechy – niewinny… Nie, na to się nie godzę! Tego nie przyjmuję! I nikt z wierzących nie powinien! Rozumiem, że można w ten sposób jakoś sobie tłumaczyć  cierpienie innych i łagodzić ból nim powodowany… Ale nie wolno nam zgadzać się na czyjeś cierpienie, bo my widzimy w tym jakiś sens…

Nawet nie widzę ręki Boga w tym, że człowiek cierpi, widzę za to bardzo wyraźnie „rękę” człowieka…

Boże!? Nie wiem nawet czy jeszcze wierzę w Jezusa Chrystusa! A przecież przez lata był moim Przyjacielem. Umarł na krzyżu, niewinny, w pohańbieniu… Ilu dzisiaj przepada niewinnych, odartych z godności, na krzyżu, na ulicy, gdziekolwiek…

Nie dziękuję Ci już za nic. Lecz mimo to wierzę. Czasem tylko chcę wierzyć, że Jesteś… Że mimo wszystko jest gdzieś sens…  Jedno chyba nie ulega zmianie… Jeśli jednak Jesteś, to wspaniały z Ciebie artysta. Za to jedno mogę być wdzięczna, za świat, naturę i jego różnorodność…

„Słuchaj Izraelu”, „Tak, tak, tak, o Panie mój”, „Święty, Święty Pan”, „Uwielbiajcie Pana”, „Wołanie Chrystusa”, „Wszystkie moje troski” (z musicalu „Jesus Christ Superstar”), „Uciekali” (z musicalu „Metro”)

  1. Podgląd live
    Nie opublikowałeś jeszcze tego komentarza! Aby opublikować naciśnij przycisk Opublikuj Komentarz.

Dodaj komentarz