Ryszard2012-08-06 01:08
Czy ktokolwiek myślał o bazowaniu fizyki na świecie wewnętrznym?

Kiedyś myśleliśmy z Michałem Stanisławem Wójcikiem, że do tej pory żaden filozof nie wziął się za budowanie podstaw wiedzy od strony świata wewnętrznego badacza. Po jakimś czasie okazało się, że George Berkeley (1685 – 1753) już dawno to zrobił i że to jest klasyka, chociaż traktowana powszechnie z przymrużeniem oka. Pozostało pytanie, czy ktoś oprócz nas trzech w ogóle kiedykolwiek brał to na poważnie.

Mnie interesuje historia filozofii, a w szczególności sprawa kierunku myślowego, który rozpoczął George Berkeley, a w czasach dzisiejszych rozwija Michał Stanisław Wójcik w wielu artykułach w Niezależnej Pracowni Badań nad Rzeczywistością. Dlatego łowię wszelkie informacje, które dotyczą tego tematu. Przyznaję się, że nie zajmuję się tym rzetelnie. Po prostu jestem wyczulony na ten temat i jak tylko coś mi samo wpadnie, to staram się znaleźć czas, żeby sobie poczytać i zawsze daję znać Michałowi.

Przeglądając książkę Michała Hellera “Podglądanie Wszechświata” natknąłem się na nazwisko Ernst Mach, którego filozofia na przełomie XIX i XX wieku miała wpływ na Alberta Einsteina, według książki Hellera. Coś w tym, co pisał Heller, skłoniło mnie do podejrzenia, że ten Mach myślał w duchu Berkeleya, więc przeczytałem sobie artykuł Ernst Mach @ Stanford Encyclopedia of Philosophy. Wynika z niego, że pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku fizycy i filozofowie na poważnie rozpatrywali koncepcję bazowania fizyki na świecie wewnętrznym. Oni dyskutowali na ten temat, pojawiał się Berkeley, kwestia idealizmu i materializmu. Cytuję tutaj te fragmenty, które w trakcie czytania zaznaczyłem markerem.

Ja wcześniej nie znałem terminu phenomenological physics. Zdawało mi się, że tylko ja i Michał myślimy o fizyce jako uporządkowywaniu doznań świata wewnętrznego.

He advocated that physics should describe relations of experience as much as possible; in his time this was termed ‘phenomenological physics’.

When we measure the spatial dimensions of an object, we are comparing it to an agreed upon standard. Ultimately all standards must have their root in physiological comparison. In this way Mach tries to bring physics back into psychology. Physics is based upon measurements, but measurements are ultimately physiological comparisons. According to Mach, physics can never escape its biological origins. Planck and Einstein accepted Mach’s critique of the old physics, that it was under the spell of concepts which were derivative of unreflective development, but rejected Mach’s claim that physics was stuck, so to speak, in psychology.

W poniższym fragmencie jest wspomniany Berkeley. Wygląda na to, że Mach sporo myślał w duchu Berkeleya, ale w pewnym momencie nie upierał się przy jego czystym idealizmie.

… many readers have found a stumbling-block in what they took, erroneously indeed, to be the general character of my conception of the universe. And, to begin with, I must say that anyone who, in spite of repeated protests from myself and from other quarters, identifies my view with that of Berkeley, is undoubtedly very far removed from a proper appreciation of my position. This misconception is no doubt partly due to the fact that my view was developed from an earlier idealistic phase, which has left on my language traces which are probably not even yet entirely obliterated. For, of all the approaches to my standpoint, the one by way of idealism seems to me the easiest and most natural…. I feel it to be a piece of particularly good fortune that Avenarius has developed the same conception of the relation between the physical and psychical on an entirely realistic, or, if the phrase be preferred, a materialistic foundation …

Odniosłem wrażenie na podstawie tego artykułu, że koncepcja biologicznej ewolucji oraz jej uogólnianie miały duży wpływ na myślenie Macha o percepcji. Wybrałem taki ślad:

If we perceive not things directly but contrasts of things, then the world is a biological construction formed through the process of our nervous system adapting to new sensations.

W następnym fragmencie on pisze o stawianiu na świat wewnętrzny jako o adaptacji (w sensie teorii ewolucji) koncepcji klasycznej fizyki, żeby pasowały harmonijnie do psychologii w ramach jednego systemu pojęciowego:

To the physicist, qua physicist, the idea of “body” … [assists in] a real facilitation of view, and is not the cause of disturbance…. When, however, physics and psychology meet, the ideas held in the one domain prove to be untenable in the other. From the attempt at mutual adaptation arise the various atomic and monadistic theories — which, however, never attain their end. If we regard sensations, in the sense above defined (p. 13), as the elements of the world, the problems referred to appear to be disposed of in all essentials, and the first and most important adaptation to be consequently effected. This fundamental view (without any pretension to being a philosophy for all eternity) can at present be adhered to in all fields of experience …

Ciekawa sprawa, że już wtedy była walka ideologiczna o istnienie atomów. Mach nie czuł się zobowiązany do uznawania ich realnego istnienia, natomiast nowa fala fizyków atomistów jakby stanowiła wspólnotę wiary w atomy. Przynajmniej tak to próbował sarkastycznie ująć Ernst Mach:

It appears that the physicists are on the way to founding a church; they are already using a church’s traditional weapons. To this I answer simply: “If belief in the reality of atoms is so important to you, I cut myself off from the physicist’s mode of thinking, I do not wish to be a true physicist, I renounce all scientific respect—in short: I decline with thanks the communion of the faithful. I prefer freedom of thought.”

Ciekaw jestem czy Michałowi sie spodoba ta notatka, czy raczej skarci mnie za to, że nic wartościowego nie napisałem od siebie, a jedynie zarzuciłem czytelnika cytatami i do tego wyjawiłem, że nie znamy się świetnie na historii filozofii.

KOMENTARZE (10)

  1. Beata2012-08-15 20:39:40

    Ja tylko powiem, że mi się początkowo nie chciało wierzyć, że podnosicie myśl Berkeleya. Serio. Aż tak, że nie śmiałam o to zapytać, by Was ta supozycja nie uraziła. Nie obraźcie się, ale uważam berkeleizm za niepoważny. Może zmienię zdanie.

  2. Michał Stanisław Wójcik2012-08-15 21:50:56

    @Beata

    Myślę, że niepoważny to wyjątkowo niepoważne określenie w filozofii :-)

  3. Michał Stanisław Wójcik2012-08-15 22:06:32

    Berkeley u zarania współczesnego empiryzmu zauważył rzecz bardzo istotną, że wszystko i tak trafia do nas jako idee umysłowe (on to co my byśmy nazwali postrzeżeniami nazywał idee). Ponadto zauważył, że to co uznajemy zwykle za jakości zewnętrzne, to są w rzeczywistości jakości wewnętrzne — własności obiektów w naszym świecie wewnętrznym. W jego czasach był w tym jeszcze większy bałagan. Nie rozumiano natury wielu zjawisk. Ale w rzeczywistości nawet głupia rozciągłość przestrzenna jest naszą kategorią wewnętrzną. Poznajemy ją przez strumień świadomości. Koncepcję Berkeleya, że istnieją tylko duchy (osoby) i ich światy wewnętrzne można potraktować na serio, zupełnie nie przeszkadza to w budowaniu fizyki (nawet jeżeli posługuje się ona ontologią świata zewnętrznego — można zawsze uznać, że jest to ontologia teoretyczna). Empirycznie nie można obalić koncepcji Berkeleya. A skoro nie można obalić, a przy tym postuluje mniej bytów, no to — come on, w czym problem?

  4. lukstafi2012-08-16 00:38:50

    @Michał
    W moim odczuciu wiedza z definicji jest “informacją o czymś”, “orzeczeniem o czymś”. Jak rozumiem według Ciebie wrażenia nie są wiedzą a tylko tym o czym wiedza orzeka.

    @Beata
    Moje stanowisko jest że nie mamy nie-teoretycznego dostępu do epistemicznego stwierdzania istnienia (w szczególności wrażenia są tylko wiedzą w ramach filogenetycznie zadanej teorii), czyli cała ontologia ma charakter teoretyczny, ale nie relatywny ze względu na możliwość tłumaczenia języków między sobą czy też do ogólniejszej teorii. Ciekaw jestem jakie jest “oficjalne stanowisko partyjne”.

  5. lukstafi2012-08-16 00:44:42

    @Michał
    Jest takie poczucie, że wiedza jest “informacją o czymś”, “orzeczeniem o czymś”. Jak rozumiem według Ciebie wrażenia nie są wiedzą a tylko tym o czym wiedza orzeka. Dla mnie oczywiście trudno jest mówić o “obiekcie wiedzy”, za czasów Kanta mówiono chyba że jest transcendentny. Ja wolę patrzeć bardziej “neopragmatycznie”, przez intuicję którą wyraziłem jako “semantyka operacyjna” w innym wątku.

    @Beata
    Moje stanowisko jest że nie mamy nie-teoretycznego dostępu do epistemicznego stwierdzania istnienia (w szczególności wrażenia są tylko wiedzą w ramach filogenetycznie zadanej teorii), czyli cała ontologia ma charakter teoretyczny, ale nie relatywny ze względu na możliwość tłumaczenia języków między sobą czy też do ogólniejszej teorii. Ciekaw jestem jakie jest “oficjalne stanowisko partyjne”.

  6. lukstafi2012-08-16 03:24:09

    Jakkolwiek nie próbować by opierać fizyki na “świecie wewnętrznym” (wolę po prostu mówić że na wrażeniach) — takie oparcie się nazywa fenomenalizm — zdania obserwacyjne fizyki i tak trzeba interpretować teoretycznie, bo fizyka to nie fenomenologia. Ta teoretyczna interpretacja polega na tym, że budujemy teorię wrażeń (czyli redukcjonistyczną psychologię poznawczą), a następnie w połączonej teorii abdukcyjnie wnioskujemy o zdaniach obserwacyjnych fizyki z przyjętych za dane zdań złożonych będących tłumaczeniem wrażeń uważanych za nie-halucynacyjne. (Jak dotąd zawsze poprzez machanie rękami.)

  7. Beata2012-08-20 19:48:40

    @ Michał
    Trudno, przyjmuję ;-) Ja miałam takie dylematy, gdy byłam dzieckiem (co jest bardziej ‘prawdziwe (w sensie: rzeczywiste) sen czy jawa. Teraz mogę poteoretyzować, czemu nie- ale bez pasji. Bo nauczyłam się jednak brać w nawias owo jednolite poczucie możliwości zrównywania tych “rzeczywistości”, albowiem się ono odjednoliciło i nauczyłam się intuicyjnie je różnicować (jak “a” i “nie-a”. Tak jak różnicuję ruch i brak ruchu (mimo paradygmatu względności). Bez tego intuicyjnego różnicowania nie byłoby żadnej teorii.

    @Lukstafi.
    Zgadzam się, że mamy ten dostęp tylko teoretyczny, z tym, że dla mnie to oznacza: “językowy” (koncepcyjny to też językowy), a to oznacza; ograniczony na poziomie: świadomości, racjonalizacji itp. Niemniej, to TYLKO język. I AŻ, bo umożliwia on manipulację.
    Ergo; sądzę, że i jedno podejście i drugie są niepełnymi. Suponują (obiecują), że są pełnymi. Ta obietnica jest w samej strukturze komunikacji językowej (musza takimi sie wydawać, inaczej by nie działały). To cena za abstrakcję (czyli: za potencjał twórczości).
    Nie umiem brać na poważnie poważnych spolaryzowanych stanowisk w tym względzie. Bo uważam je za naiwne. Przepraszam, bo nie chcę nikogo urazić.

  8. lukstafi2012-08-20 21:23:18

    Ja chyba chciałem powiedzieć, że podział teoria / praktyka nie przebiega na linii wnioskowanie / wskazywanie, a na linii poznanie / działanie. Wskazywanie dzieje się wewnątrz systemu poznawczego. Wolałbym nie posługiwać się pojęciem języka, bo jest zbyt obszerne, ktoś mógłby odczytać w tym neopragmatyczny relatywizm (poznanie jako konwencja społeczna).

  9. lukstafi2012-08-25 18:38:07

    Powyżej przez “wskazywanie” miałem na myśli głównie “wskazywanie sobie”. Normalne wskazywanie, czyli “wskazywanie komuś”, jest już działaniem a nie poznaniem.

  10. lukstafi2013-02-07 11:02:37

    John Searle w obronie naiwnego realizmu: http://www.youtube.com/watch?v=_kLqN1NnS1A

  11. Podgląd live
    Nie opublikowałeś jeszcze tego komentarza! Aby opublikować naciśnij przycisk Opublikuj Komentarz.

Dodaj komentarz